Marcin jak co weekend wracał do swego rodzinnego miasta. Bilet miesięczny na pociąg do Warszawy nie gwarantował siedzenia. Pociąg ruszył z Centralnej, pod względem architektonicznym i czystości, najgorszego dworca z jakiego korzystał.
–Dobra – pomyślał- usiądę, najwyżej się przesiądę. Przecież nie będę stał przez 70 minut.
Nie to nie wchodziło w grę w przypadku Marcina.
Po Warszawie Zachodniej, która raczej powinna nazywać się ‚Wschodnia’, rzecz jasna nie ze względu na położenie geograficzne, a standardy tam panujące. Nikt nie wsiadł na miejsce, które zajął. Ale! Ale naprzeciw…
–Co za słodycz! -rzekł w duchu. Rowerzysta usiadł naprzeciw. Blond krótkie włosy, czarne brwi jak koszulka w serek na krótki rękaw. Brązowe włosy, owłosione nogi. Luźne kolorowe bokserki, które się pokazały podczas wkładania bagażu na górę, oczarowały Marcina. W sensie wywołały bogate myśli erogenne. W dodatku te malinowe usta… Niezły studenciak. Po ilości naklejek na legitce można wnioskować, że rok może dwa lata młodszy od naszego bohatera.
–Pomóc Panu? – zapytał, gdy nieznajomy barował się z walizką. Niestety chyba zbyt cicho, bo nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Speszony swoim wyjściem przed szereg, zadzwonił do przyjaciółki.
-No wiesz, jeśli nie prawo, to filozofia.
-Czyli masz alternatywę?
-Jak zawsze.
Widział Jego spojrzenie, gdy opowiadał o swoich planach na najbliższą przyszłość. Nagle kolejna piękna niespodzianka. Wcześniej nie był pewny, ale teraz… zobaczył, jak przemierza przedział. Pragnienie i to dość silne wylało z niego niespodziewane „Cześć„. Łysy, dobrze zbudowany, lecz niższy „kolega” zrobił wesołe oczy, mocno po męsku złapał dłoń i odpowiedział „Cześć„. Zaraz dodał:
-Przypomnij mi skąd się znamy?
Marcin bał się odpowiedzieć. Niespodziewanie jednak odparł:
-Z Playa.
-A no tak! – uśmiechnął się i poszedł dalej. Jak dobrze się ułoży, spotkają swój wzrok na końcowej stacji.
Nastała niezręczna cisza w słuchawce.
–Kto to był? –zaciekawiona znajoma zadała tylko z pozoru łatwe pytanie.
Po chwili musiał coś odpowiedzieć.
-A taki znajomy z salonu, długa historia. – I zmienił temat, bo historia naprawdę długa, ale niezbyt bogata.
Łysego kolegę poznał podczas pracy w jednym z marketów. Salon Play mieścił się na pasażu, dlatego często przychodził po śniadanie. Marcin zawsze go bacznie obserwował. Jego mięśnie prosiły się, aby je wypuścić spod koszuli. Z chęcią by im pomógł.
Ta sytuacja trwała miesiące, aż do zmiany pracy. Wtedy Marcin przestał widywać swojego kolegę, bo jednak praca na dwa etaty uniemożliwiała wiele rzeczy.
Obserwował gościa znad przeciwka. Chyba zaczął czuć baczne Marcinkowskie oko na sobie. Wydawał z siebie gesty jakby „oczyszczał twarz”. Był raczej hetero. Niestety! Częsta usterka wśród przystojnych mężczyzn choć kobiety uważają inaczej. Są głupie.
Teraz siedzi w drugim pociągu czekając na odjazd. Niestety „Łysek” prawdopodobnie wysiadł na ostatniej stacji i Marcin go już nie zobaczył.